hutnia.pl

najnowsze wnioski

..."W rzeczywistości na każdym etapie pracy powstają spory, wątpliwości, niepowodzenia, zdarzają się zejścia na manowce, konieczność rozszyfrowania łamigłówek, odrzucanie wyników, które jeszcze wczoraj wydawały się najciekawsze, i powrót do tego, co jeszcze przed chwilą odrzucano"...

Moisej I. Kaganow


Piece miały drewniane trzony/szalunki szybów. Robiono je z drewna. Pełniąc głównie rolę traconego szalunku, drewniane trzony ulegały spaleniu. Cegieł nie znano i nie stosowano. Używano powszechnie stosowanej w tamtych czasach polepy. Lessu z plewami używano do oblepiania pnia. Warstwa polepy była tak preparowana by od wewnętrznej strony stanowiła warstwę termoizolacyjną. Miała od wewnątrz strukturę podobną do pumeksu - lekką i mocno zgazowaną. Polepa zewnętrznej warstwy, nakładana plackami (kęsami urobionej polepy, wtórnie przypominającej "cegły"), wzmacniana była pionowymi patyczkami pełniącymi rolę swojego rodzaju zbrojenia obudowy szybu. 

Przez cały czas piec posiadał w centralnej części drożny i bardzo sprawny komin pełniący przede wszystkim rolę podnośnika ciepła i głównego paleniska - w częsci wyprawionej rudą. W nim panowały najwyższe temperatury w piecu. 

Paliwem było przede wszystkim drewno i gaz drzewny. Węgla drzewnego nie używano do zasilania pieców. Paliwo podawano jedynie od dołu pieca - z boku, nad kotlinką i pod miejscem gdzie tworzyła się łupa żelazna. Nie wsypywano w ogóle węgla drzewnego od góry do szybu pieca. 

Dmuch był naturalny - bez wspomagania miechami. By uzyskać odpowiedni dmuch/ciąg stosowano zjawisko obecne w tzw. piecach rakietowych. Piece być może wzajemnie się wspomagały w procesie, korzystając z ciepła sąsiednich pieców i kloców żuzlowych z poprzedniego procesu - zmniejszając straty ciepła. Proces podzielony był na dwa wyraźne etapy - redukcję tlenków żelaza i wytapianie skały płonnej. Dokładnie kontrolowano przejście z jednego do drugiego etapu. Reduktorem oprócz węgla i tlenku węgla był wodór.

Jako wsadu używano sproszkowanej rudy przygotowywanej przede wszystkim ze śmietany hematytowej ze złoża w Rudkach i ewentualnie innych sproszkowanych rud - syderytów i limonitów. Oblepiano nią drewniany trzon pieca podczas jego budowy, w miejscu gdzie temperatura była najwyższą, przykrywając ją kolejno warstwami polepy. Nie stosowano pokruszonej w bryłki rudy żelaza luzem wsypywanej od góry do pieca.

Lokalizacja pieców i całych piecowisk nie miała żadnego związku z rozproszonymi wychodniami rud żelaza jak dotychczas bezzasadnie zakładano i nigdy nie dowiedziono.

Piece zlokalizowane były w miejscach optymalnych dla ciągu powietrza i łatwości budowy kotlinki w lessie. Kolejne piece stawiane były od strony nawietrznej i lekko poniżej poprzednich. Budowa piecowisk na skłonach wzniesień mogła być spowodowana również łatwością obsługi piecy, a także wyrębu i oczyszcania terenu na stokach gdzie lokalizowano piecowiska. Kolejne piece lokalizowano możliwie blisko kloców żużla poprzednich pieców by wykorzystać ich ciepło i usprawnić tym samym proces. 

Piece w uporządkowanych piecowiskach mogły byc stawiane bateriami - szeregowo przylegały do siebie ściankami by zminimalizować straty ciepła.  

W finalnym momencie procesu następowało upłynnienie całego wsadu i niemalże jednorazowy spływ żużla do kotlinki. By to osiągnąć, cały wsad rudny musiał stanowić jedną całość od samego poczatku do samego końca procesu - dotykać się dobrze i być od początku w jednym kawałku . To warunek niezbędny do podgrzania całego wsadu do temperatury, która umożliwiłaby spust całości żużla w niemalże jednej chwili. Żelazo osadzało się w górnej części pieca i było wyraźnie oddzielone od żużla w kotlince i pozwalało na swobodne krzepnięcie żużlowego odpadu. Obserwowane w niektórych klocach żużla warstwowe spływanie mogło być spowodowane chwilowym spadkiem temperatury przy przejściu fazowym ze stanu stałego w ciekły.

Po zburzeniu górnej części pieca, tuż po zakończeniu spływu żużla, łupę żelazną być moze zbijano jeszcze na piecu. 

Piece służyły do jednorazowego wytopu i żadna z części szybowej nie była wykorzystywana ponownie do budowy/murowania następnych pieców.

Technologicznie moja koncepcja jest na każdym z etapów w pełni wytłumaczalna i prosta. Żaden ze śladów archeologicznych nie podważa słuszności mojej teorii jak głoszą sceptycy - wręcz przeciwnie. Każde z wyżej wymienionych etapów procesu potwierdzają znaleziska archeologiczne i badania przeprowadzone przez szereg zespołów badawczych na przestrzeni 60 lat.

Lwią część powyższego potwierdziłem publicznie w rekonstrukcjach dając tego udokumentowane świadectwo i materiał badawczy. Nadal intensywnie pracuję nad każdym drobnym szczegółem rekonstrukcji - stąd moje prace ulegają dynamicznej edycji i przemianom.

Marcin Marciniewski

P.S. Archeologia brnie na manowce i publikuje coraz bardziej niespójne teorie, metalurgia zerka nieśmiale na archeologię, a ja się temu nie będę przyglądał bezczynnie, tylko wypełniam testament prof. Bielenina i Mateusza. Nie jest łatwo.